Blog

Historia z Gliwickiej

Jeżeli miałeś dziś gorszy dzień, to w sposób szczególny zachęcam Cię do wykonania poniższego ćwiczenia. Jednak za nim to zrobisz, pozwól, że podzielę się z Tobą historią mojego początku przygody z arteterapią.

Pochodzę z Rybnika, gdzie mieści się jeden z największych szpitali psychiatrycznych w Polsce. Nie wiem czy tak mówi się gdziekolwiek indziej, ale w rybnickim żargonie można znaleźć całą paletę sformułowań typu: „Tyś jest chyba z Gliwickiej”, „gadasz jak z Gliwickiej”, „nadajesz się na Gliwicką”… albo o miejscach: „tu jest jak na Gliwickiej”. Jako dość niesforny nastolatek zostałem tam zabrany na wycieczkę szkolną. Była to jedna z wycieczek z cyklu: „jak się nie poprawisz, to też tu skończysz!”. Spotkaliśmy się wtedy z osobą uzależnioną od narkotyków, z terapeutami, zobaczyliśmy z daleka oddział detencyjny obstawiony kamerami niczym jak w „Big Brotherze”. Na końcu wycieczki wstąpiliśmy do „Galerii pod Wieżą”, czyli pracowni arteterapeutycznej znajdującej się w zabytkowej wieży ciśnień. Pamiętam, że chodziłem w kółko i niemalże z otwartymi ustami wpatrywałem się w obrazy myśląc: „co Ci ludzie mają w głowach?”. Jeden z pacjentów widząc mnie jakby zahipnotyzowanego, rzucił: „te obrazy, to uwalniacze dusz”. Parę lat później trafiłem do tego samego szpitala jako praktykant. Pracowałem na oddziale detencyjnym. Jedna z pielęgniarek dała mi świetną radę: „Nie pytaj, kto co zrobił”. W ciągu dwóch miesięcy zdążyłem zawrzeć tam wiele głębokich znajomości. Na koniec uległem pokusie i zapytałem, kto za co „siedzi” – później tego żałowałem. Oczywiście powróciłem także do pracowni, która parę lat wcześniej zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Oba doświadczenia zostaną ze mną do końca życia. Pierwsze, że pod każdą chorobą psychiczną kryje się jakiś wartościowy człowiek, który niesie w sobie historię-tajemnicę wartą do odkrycia. Drugie, to te, że jakakolwiek twórczość jest swego rodzaju bramą prowadząca „z duszy” oraz „do duszy” człowieka. Do dziś, patrząc na nieznany obraz, zastanawiam się kim był autor, co czuł, co nim w tym momencie kierowało? I chyba to najbardziej lubię w arteterapii, że prócz tego, że jest pewnym narzędzie terapeutycznym, że korzysta z różnych psychologicznych koncepcji, że nie jest żadną magią czy znachorstwem, to jednak ma w sobie jakiś rodzaj magi, tajemniczości i umiejętności wyrażania rzeczy, których nie da się wypowiedzieć słowami.

Chciałbym Ci w tym miejscu zaproponować krótkie i proste ćwiczenie arteterapeutyczne:

Pomyśl, że mógłbyś dziś zrobić wszystko co chcesz. Usuń ze swojej głowy wszystkie ograniczenia. Weź kartkę i ołówek i namaluj wszystkie elementy tego dnia w sposób symboliczny. Ważne, nie rozmyślaj nad tym za długo – po prostu rysuj. Jeżeli masz chęci i czas, możesz te symbole pokolorować.

Daj sobie chwilę na odsapnięcie. Weź kilka głębokich wdechów, popatrz na to co narysowałeś i zadaj sobie pytania:

  • co czujesz patrząc na to co narysowałeś?

  • czy możesz, któreś z tych marzeń zrealizować? Które z nich są możliwe do osiągnięcia?

  • Co musisz/ możesz zrobić, aby te elementy mogły pojawić się w Twoim życiu? Jakich swoich umiejętności musisz użyć, aby je osiągnąć? Jakie kroki musisz podjąć?

  • Jakby wyglądało Twoje życie, gdybyś mógł je osiągnąć, co by się zmieniło w Twoim życiu?

  • Jeżeli nie da się, któregoś z nich zrealizować, czym bardziej osiągalnym możesz go zastąpić?

    Jeżeli chciałbyś się podzielić jakimiś refleksjami bądź uważasz, że podobne ćwiczenia mogłyby być dla Ciebie pomocne, proszę daj znać na karbar4739@gmail.com lub odezwij się przez WhatsApp 07366593529. Powodzenia! 🙂

Autor: KB